Kamil Lech: Na Państwa stronie internetowej czytamy: „Na łażenie po drzewach nigdy nie jest za późno”. W takim razie, ile lat miała najstarsza osoba w Państwa parkach linowych?
Mariusz Barański: Do odwiedzin obiektów zachęcamy ludzi w każdym wieku, jednocześnie zdając sobie sprawę z faktu, że PESEL wiąże się z pewnymi ograniczeniami fizycznymi. Gdy odwiedza nas osoba w wieku emerytalnym, to zawsze podkreślamy, aby nie przeceniała swoich możliwości. Grunt to mieć dużą samoświadomość i zdawać sobie sprawę z własnych możliwości oraz ograniczeń. Co ciekawe, odwiedzają nas nie tylko seniorzy, ale całe rodziny np. trzypokoleniowe! Dziadkowie, rodzice i dzieci. To wcale nierzadki widok. A skoro pytał Pan o rekord wieku, to kiedyś w parku w Świnoujściu mieliśmy ciekawą sytuację. Przez blisko tydzień, dzień w dzień, przychodził starszy człowiek i siadał na ławce. Jak się później okazało, był to emeryt na turnusie, który przyglądał się innym gościom na linach. Robił to, ponieważ sam chciał spróbować swoich sił. Podczas rozmowy z obsługą na początku nie chciał powiedzieć, w jakim jest wieku, lecz po przejściu trasy zdradził, że ma… 74 lata! To było imponujące i inspirujące. Dodam jeszcze, że ten Pan pokonał najtrudniejszą trasę w całym parku! Dlatego, jeśli ktoś pyta, dla kogo jest nasz park linowy, to odpowiadam, że dla wszystkich! Szczególnie dla osób z pasją, odwagą i chęcią przełamywania barier. I tak – na łażenie po drzewach nigdy nie jest za późno. (śmiech)

– Od kiedy Państwo funkcjonujecie? Mowa o parku w Świnoujściu i Międzyzdrojach?
– O budowie pierwszego parku linowego myśleliśmy już w styczniu 2011 roku. Niedługo później przeszliśmy od słów do czynów. Pierwszy obiekt powstał w Świnoujściu, gdzie udało się dość sprawnie przebrnąć przez wszystkie procedury i uzyskać odpowiednie zgody, pozwolenia oraz dokumenty. Działamy na terenie wydzierżawionym od miasta przy ul. Jana Matejki. To piękny zielony obszar. W Międzyzdrojach (ul. Przy Wodociągach) nasz park linowy powstał dwa lata później, bo w 2013 roku. Obiekt przejęliśmy od innego operatora. Oba miejsca różnią się charakterem, mimo że niektóre przeszkody i trasy wydają się podobne. W Świnoujściu mamy duży, płaski teren z rozległą łąką w centrum miasta, a w Międzyzdrojach park znajduje się na zboczu wzgórza, na skraju Wolińskiego Parku Narodowego.
– Lokalizacja tego typu atrakcji turystycznej ma znaczenie w biznesie?
– Lokalizacja jest kluczowa dla efektywności działań. I przyznam szczerze, że w Świnoujściu mamy doskonały teren, a mowa o centrum miasta, gdzie ludzie często tłumnie spacerują w kierunku plaży. Tam nie brakuje turystów. Z kolei w Międzyzdrojach do naszego parku linowego trzeba przyjechać specjalnie, ponieważ bezpośrednio w okolicy nie ma żadnych innych atrakcyjnych punktów. Mimo wszystko miejsce dobrze się przyjęło. Istotnym aspektem dla obu parków, które liczą po 5 hektarów powierzchni, jest walor przyrodniczy. Na terenie kompleksów rośnie mnóstwo różnych drzew. Oczywiście marzeniem byłoby posiadać same potężne buki czy dęby, ale mamy dużo drzew sosnowych, które jako materiał są słabsze i mają nieco gorszy system korzeniowy. Podczas budowy tras staramy się unikać okazów, które mogą np. nie przetrwać zimy. Bo tutaj kluczowym aspektem jest pogoda w tym wiatr, słońce, śnieg, ale również ingerencja szkodników, takich jak np. korniki.
– Gdy budowali Państwo oba parki linowe, z jakimi kosztami trzeba było się mierzyć?
– Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Każdy park linowy i koszt jego budowy warto odnieść do liczby powstałych przeszkód. Postawienie obiektu to przygotowanie platform, połączeń linowych, mostków, innych drewnianych elementów oraz zakup sprzętu ochronnego i technicznego. To oczywiście duży skrót, bo wydatków jest znacznie więcej. Asortymentu ochronnego nie można nabyć w pierwszym lepszym markecie. Musi to być sprzęt najwyższej jakości z odpowiednimi atestami. Np. renomowanej firmy Petzl. Zresztą cały nasz obiekt powstał w oparciu o normę PN-EN 15567-1. Kryją się pod nią precyzyjne, rygorystyczne wytyczne dotyczące np. oznaczania tras, wymogów ich przygotowania, tras szkoleniowych, liczby i jakości lin, testów obciążeniowych itp. Wracając jednak do kwestii kosztów, to na początku szacowaliśmy, że postawienie jednej przeszkody w parku linowym pochłonie około 4 tys. zł (w tej kwocie zawiera się sprzęt asekuracyjny dla 1 osoby). Liczyliśmy, że finalnie wybudujemy 50 przeszkód, co będzie oznaczać szacunkowy koszt około 200 tys. zł. Wiadomo, że po drodze pojawiają się dodatkowe wydatki i tak też było u nas, więc pierwotne plany nieco się zmieniły. Nigdy jednak nie da się wszystkiego oszacować i zaplanować od a do z.
– Jakie elementy i przeszkody znajdziemy na trasach?
– W Świnoujściu zaczynaliśmy od 4 tras, a teraz mamy ich 12. W parku w Międzyzdrojach na początku były 3 trasy, teraz jest 11. Jak nietrudno się domyślić oznacza to, że wzrosła też liczba przeszkód. Niektóre trasy się rozwidlają i można wybrać alternatywny przebieg. Inne w miarę możliwości wydłużamy. Na łatwiejszych trasach dla dzieci mamy z reguły 10-13 przeszkód. Trasy wyższe, do 5 metrów, liczą już około 15 przeszkód. Bardziej wymagające trasy – np. Trasy pomarańczowe – wyróżniają się trudnymi i średnimi przeszkodami (nawet 20 sztuk). W parku posiadamy też trasy naprawdę trudne – wysokie na kilkanaście metrów nad ziemią i one liczą do 25 przeszkód. Reasumując – każdy znajdzie coś dla siebie. A jeśli mowa o rodzajach przeszkód, to w naszym obiekcie goście mogą trafić m.in. na mosty birmańskie, kładki, zjazdy tyrolskie, przejścia po wiszących kłodach czy belki. Mamy też skok Tarzana, skok na sieć, a nawet przejazd monocyklem. Duża różnorodność, gwarantuje brak nudy i dobrą zabawę.

– Ilu gości rocznie odwiedza oba miejsca i skąd przyjeżdżają turyści?
– Przez pierwsze lata funkcjonowania przygotowaliśmy geograficzną statystykę. Na tej podstawie udało nam się określić grupę docelową, czyli osoby, które przyjeżdżają przede wszystkim w okresie wakacji, głównie z województw zachodnich i południowo-zachodnich. Kluczem jest skomunikowanie drogowe i kolejowe. A np. wraz z oddaniem do użytku drogi ekspresowej S3, znacznie wzrosła ilość turystów z Czech. Ponadto 80 proc. gości to dzieci, które odwiedzają nas z rodzinami, gdy wypada czas wolny od szkoły. Dobrą frekwencję mamy również podczas majówki, Bożego Ciała, Dnia Dziecka, czyli w trakcie wydarzeń okolicznościowych. Idąc dalej – około 15 proc. gości to grupy zorganizowane, a 85 proc. to klienci indywidualni. Zawsze też monitorujemy, kiedy rozpoczynają się wakacje w niemieckich, przygranicznych landach, z których również przyjeżdżają do nas goście.
– Z jakich jeszcze innych państw macie Państwo turystów?
– Generalnie nasze parki linowe odwiedzają klienci naprawdę z przeróżnych krajów. Mowa o około 50 różnych państwach i to nie tylko z Europy, ale z całego świata. Z naszego kontynentu często widujemy Niemców, ale także wspomnianych Czechów, Szwedów i Norwegów. Co ciekawe, mieliśmy gości z bardzo egzotycznych kierunków, jak Tasmania czy Peru. Po prostu, kto przyjeżdża do Polski, szuka atrakcji, których nie ma u siebie.
– Ile kosztują bilety do parków?
– Ceny są zróżnicowane. Przykładowo trasy dla małych dzieci w Świnoujściu kosztują: trasa niebieska z 12 przeszkodami – 20 zł, trasa biała – 25 zł, a seledynowa – 30 zł. Trasy bardziej zaawansowane jak np. pomarańczowa czy granatowa (22-24 przeszkody) – 65 zł. Gościom oferujemy również pakiety np. dwóch tras w atrakcyjnej cenie 80 zł czy 85 zł. Pakiety noszą nazwy: Maluch, Przełamanie, Różnorodność czy Adrenalina. Staramy się, aby ceny były przyjazne dla turystów. Mamy też swój program lojalnościowy promujący kolejne wizyty.
– Jak ważne w kontekście prowadzenia parku linowego jest bezpieczeństwo? Atesty, instruktorzy, szkolenia, certyfikaty – to konieczność?
– Postawiliśmy na edukację i staramy się uczyć młodych ludzi, jak postępować z ryzykiem, jak brać odpowiedzialność za swoje czyny. Uczymy decyzyjności, pokonywania własnych lęków, ale też rozsądku i szacunku do zagrożenia wynikającego z wysokości. Jak już wspominałem, nasze obiekty posiadają wszelkie atesty urządzeń i zostały wybudowane zgodnie z europejskimi normami. Kluczowe jest także postępowanie naszej załogi oraz podejście i odpowiedzialność samych gości. Jeżeli widzimy, że ktoś nie chce współpracować, to zwyczajnie ściągamy go na ziemię, następnie oddajemy pieniądze i się rozstajemy. Ostatnie czego nam w sezonie potrzeba to kłopotów z lekceważącymi bezpieczeństwo gośćmi. Zdarzają się też inne sytuacje. Niektórzy rodzice potrafią być niegrzeczni, gdy zwróci się im uwagę, że wzrost dziecka nie spełnia wymagań względem danej trasy. Nie obchodzi ich kwestia bezpieczeństwa – mówią do mnie: „Panie, on da radę”. Tym samym wywołują w dziecku presję, a ono nie zawsze czuje się komfortowo. Podobnych sytuacji w sezonie mamy kilka, ale generalnie klienci są odpowiedzialni.
– Zdarza się, że klienci chcą zobaczyć potwierdzenie atestów lub certyfikaty?
– Jeśli ktoś rzeczywiście czuje potrzebę sprawdzenia certyfikatu lub atestu np. lin, to oczywiście posiadamy dokumenty na miejscu i udostępniamy je do wglądu. Taka opcja dotyczy gości, ale i instytucji. One również nas kontrolują. Np. sanepid pyta o płyn do dezynfekcji kasków, czy mamy umowę na odbiór nieczystości itp. Powiem tak – w każdym sezonie na końcu najważniejszy nie jest dla nas wynik finansowy, a to czy park był bezpieczny i czy nie doszło do nieprzyjemnych zdarzeń. To jest ważne i to również miara jakości. Oczywiście mieliśmy już sytuację, że ktoś złamał rękę, uszkodził palec u stopy czy skręcił nogę. Incydenty się niestety zdarzają, lecz takie sytuacje mają charakter marginalny.
– Media, co jakiś czas donoszą o wypadkach w parkach linowych. Gdy w eter idzie taka informacja, to mimo że nie dotyczy ona Państwa parków, to jest to odczuwalne?
– Jeżeli jest to temat nagłośniony przez lokalne media, to siła rażenia jest mniejsza. Natomiast jeśli sprawa jest poważniejsza i podchwycą ją media ogólnopolskie np. telewizja, to rzeczywiście może ona spowodować dużo kłopotów. Opinię publiczną nie obchodzi fakt, że klient wyrządził sobie krzywdę nie przez techniczne kłopoty parku, a przez własną nieodpowiedzialność. To się nie liczy, bo przekaz i tak jest uderzający w park linowy. My odpowiadamy za nasz kompleks i obsługę, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co zrobi człowiek na górze. W ubiegłym roku do parku przyjechała karetka pogotowia. Małe dziecko upadło na trasie siatkowej i rodzice wezwali pogotowie. Lokalny dziennikarz był akurat na miejscu i niedługo później pojawił się artykuł w mediach z tytułem: „Wypadek w parku linowym” i oczywiście w ślad za tym pojawiła się seria złośliwych komentarzy. Po emisji materiału na szczęście nie odczuliśmy specjalnej różnicy we frekwencji gości. Jednak kilka dni później ponownie przyjechała karetka pogotowia i znowu ktoś zrobił zdjęcie pojazdowi. I kolejny kłopot. A chodziło o to, że podczas pokonywania jednej z tras gorzej poczuł się mężczyzna, który zaczął narzekać na kłucie w klatce piersiowej. Moja żona, która nadzoruje park w Świnoujściu, podjęła decyzję, żeby go zdjąć z trasy i wezwać karetkę pogotowia. Jak się później okazało, nasza szybka decyzja przyczynia się do uratowania mężczyźnie życie, ponieważ miał on zawał serca i w szpitalu przeszedł natychmiastową operację. Sytuacja ta miała szczęśliwe zakończenie, ale w eter poszła informacja – „znowu karetka w parku linowym”. Szczegóły i prawda mniej się liczyły.
– Gdy w 2019 roku doszło do tragedii w escape roomie w Koszalinie, wówczas prześwietlone zostały niemal wszystkie tego typu atrakcje. Często jest tak, że jedno zdarzenie rzutuje na ogół…
– Wówczas nie prześwietlono wyłącznie escape roomów, ale też inne obiekty! Nasz park linowy również przeszedł szereg kontroli, w tym wizytę z nadzoru budowlanego. W przestrzeni publicznej pojawiła się ogólna nagonka na atrakcje turystyczne i organy prowadziły mnóstwo działań. Niektóre były przesadzone, a niektóre słuszne, bo dzięki temu rzeczywiście udało się wyłapać miejsca, które nie do końca działały zgodnie z przepisami. Szkoda jednak, że takim sytuacjom często towarzyszy zła burza medialna, ale lepiej się klikają krytyczne opinie…
– Czy na przestrzeni lat widzą Państwo różnice w kosztach w prowadzeniu biznesu?
– Wychodzę z założenia, że każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą, powinien wiedzieć, jak wycenić swoją usługę. Oczywiście ważne są też dodatkowe okoliczności, jak inflacja czy Polski Bon Turystyczny, dzięki któremu odwiedziło nas więcej gości. Muszę jednak przyznać, że sezon sezonowi nierówny. Gdy np. zaczynaliśmy prowadzić działalność, to pierwsze godzinowe stawki wynagrodzenia dla pracownika wynosiły 9 zł. Teraz jest to kwota minimum 30 zł. Widać więc różnice. Najdroższe bilety kiedyś kosztowały 35 zł, a teraz kosztują 65 zł. Czyli oznacza to, że musimy płacić ponad trzy razy więcej, a cena najdroższego biletu wzrosła w tym czasie niemal dwukrotnie. Przedsiębiorca również musi wliczyć ten koszt w ostateczny rachunek. Trzeba przy tym pamiętać o samym kliencie, o którego również należy zadbać, proponując inne korzyści.
– O czym dokładnie mowa? O promocjach, programach lojalnościowych, konkursach?
– Np. oferujemy promocyjne ceny na bilety, ale też wspomniane programy lojalnościowe. One przynoszą efekt. Przybijamy pieczątki i za zgromadzenie odpowiedniej liczby, oferujemy dzieciom specjalne koszulki, magnesy na lodówkę lub inne gadżety parkowe. To drobna rzecz, ale jednak ukłon w stronę klienta. Gdy park jest otwarty, dość intensywnie działamy na Facebooku czy Instagramie. Tam również komunikujemy się z naszą społecznością, wszak Internet oferuje dużo dobrych rozwiązań, zwłaszcza gdy umiejętnie z niego korzystamy.

– Śledzi Pan jakieś nowinki branżowe, podgląda konkurencję, bierze udział w eventach branżowych?
– Parę lat temu, szukając klientów, jeździłem na targi branży turystycznej organizowane np. w Warszawie, we Wrocławiu czy w Berlinie. Odwiedzam różne parki linowe w Polsce i za granicą, aby czerpać inspirację. Np. odwiedziłem parki linowe w Norwegii, Niemczech czy Francji, a także w Tajlandii i Kanadzie. Rozmawiam też z producentami wyposażenia do parków linowych (ostatnio w Reims we Francji). Z każdej takiej wizyty trochę wartościowej wiedzy udaje się przywieźć. Oczywiście śledzę i analizuję branżowe trendy. Jednym z nich jest technologia w parkach linowych, która sprawia, że klienci nie muszą się przepinać. To nowoczesne rozwiązanie, jednak osobiście jestem zwolennikiem klasycznej i najczęściej stosowanej w Polsce opcji – dwóch karabinków zapinanych na przemian. Tradycyjny system przepięć uczy jednej ważnej rzeczy – odpowiedzialności i potrzeby uruchomienia myślenia. Aby iść dalej, trzeba podjąć pewien trud, trzeba wykonać pewną pracę, której nikt za nas nie zrobi.
– Aby takie miejsce jak park linowy mogło funkcjonować, ilu pracowników trzeba zatrudniać?
– Zatrudniamy młodzież na umowę zlecenie, mamy w sezonie około 30 młodych ludzi. To instruktorzy, którzy wyposażają naszych gości w sprzęt asekuracyjny, przeprowadzają szkolenia, nadzorują z poziomu ziemi przebieg pokonywania tras, a w sytuacjach koniecznych, bezpiecznie sprowadzają na ziemię. Przed sezonem pomagają przy konserwacji obiektu. Przychodzi do nas do pracy młodzież, która kiedyś jako dzieci odwiedzała parki wraz z rodzicami. To fajne uczucie widząc, jak się rozwijają. Prawie 2/3 pracowników z wcześniejszego sezonu wraca do nas, bo ta praca po prostu im się podoba. Socjalizują się, zbierają doświadczenie, uczą się języków, mają kontakt z drugą osobą, otwierają się na ludzi. Uczymy tu młodych ludzi obowiązkowości, jak rozumieć ryzyko, jak podchodzić do klienta w sposób asertywny, jak dbać o powierzony sprzęt.
– Jakie mają Państwo plany na rozwój obu obiektów i czy parki linowe mogą być nadal atrakcyjną formą turystyczną?
– Umowy dzierżawy, które mamy podpisane z miastem Świnoujście i Międzyzdroje, gwarantują nam jeszcze parę lat funkcjonowania. Zdajemy sobie sprawę, że działając nie „na swoim”, musimy się liczyć z możliwością zakończenia współpracy np. z powodu zmiany planów zagospodarowania terenu, na którym działamy. Póki co, zamierzamy więc zachęcać ludzi do kolejnych wizyt w naszych parkach linowych. Chcemy im gwarantować bezpieczną zabawę, z elementami edukacji. Zależy nam szczególnie na satysfakcji klientów, gdyż w biznesie nie ma lepszej rekomendacji, niż zadowolony klient. Dlatego „bezpieczna adrenalina” jest czynnikiem podkreślającym atrakcyjność naszej oferty. Teraz koncertujemy się na obecnym sezonie, fachowej obsłudze, a w perspektywie długoterminowej nie wykluczam, że na terenie naszych obiektów, pojawią się nowe pomysły związanie z aktywnością fizyczną. Czas pokaże. Co ważne, nasz park linowy pozostanie parkiem linowym.









Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.