Rozmowa z Dariuszem Odejewskim, właścicielem parku rozrywki Wonderland Canpol [WYWIAD]

Parki rozrywki

„W inwestowaniu nie można przeszarżować, liczy się rozsądek” – Pod marką Canpol kryje się sporo różnych działalności. Mowa o torze kartingowym, hotelu, restauracji, centrum motoryzacyjnym, zoo i parku rozrywki. O czymś zapomniałem? – Mamy jeszcze stację paliw, sklep internetowy i centrum handlowe. (śmiech) Rzeczywiście tych działalności jest wiele, a to dlatego, że mówimy o rodzinnym…

„W inwestowaniu nie można przeszarżować, liczy się rozsądek”

Fot. Przesłane materiały

– Pod marką Canpol kryje się sporo różnych działalności. Mowa o torze kartingowym, hotelu, restauracji, centrum motoryzacyjnym, zoo i parku rozrywki. O czymś zapomniałem?

– Mamy jeszcze stację paliw, sklep internetowy i centrum handlowe. (śmiech) Rzeczywiście tych działalności jest wiele, a to dlatego, że mówimy o rodzinnym biznesie, w ramach którego funkcjonują cztery spółki. Pod stricte moimi skrzydłami znajduje się park rozrywki oraz tor kartingowy. Oczywiście partycypuje w zarządzeniu pozostałymi spółkami, w związku z czym, mam pewien wpływ na podejmowane decyzje oraz rozwój działalności. Struktura biznesowa naszej rodziny jest dość szeroka i funkcjonujemy na terenie całej gminy Człuchów.

– Skąd pomysł na taką różnorodność działalności gospodarczej?

Tak naprawdę wszystko zaczęło się od moich rodziców, którzy rozpoczęli przygodę z biznesem od prowadzenia niewielkiej stacji paliw. Gdy zakładali firmę, w najśmielszych snach nie przypuszczali, do jakich rozmiarów rozwinie się działalność. Nigdy też nie kreślili strategii rozwoju na 20 czy 30 lat do przodu. Pewne rzeczy działy się spontanicznie. Rodzice obserwowali rynek, jednocześnie szukając inspiracji w różnych miejscach. Analizowali szanse i zagrożenia funkcjonowania w branżach. Wielu wydarzeniom towarzyszył oczywiście przypadek. W taki sposób powstało m.in. zoo. Kiedyś przyjechał do nas pewien człowiek, który znalazł zranionego jelonka. Zaopiekowaliśmy się nim i wtedy mój tato powiedział „zróbmy wybieg”. Od słowa do słowa, szybko powstała potrzebna infrastruktura. Z czasem zaczęły pojawiać się nowe budynki, elementy ogrodu no i oczywiście kolejne zwierzęta.

– Jak na rozwój zoo wpłynęła medialna historia z przyjęciem dwóch tygrysów?

– To rzeczywiście był czas pełen rozgłosu. Aby nadać temu wydarzeniu kontekst, warto krótko przypomnieć tę historię. W październiku 2019 roku w naszym ogrodzie zoologicznym schronienie i opiekę znalazły dwa tygrysy ocalone z transportu, który został zatrzymany na granicy polsko-białoruskiej. Te tygrysy nie miały łatwej podróży. Przyjęliśmy je i od razu sprawa trafiła do mediów. Wcześniej kontaktowali się z nami pracownicy z Hiszpanii, aby sprawdzić, czy mamy odpowiednie warunki do opieki nad tak wymagającymi zwierzętami. Szybko z resztą nawiązaliśmy szerszą współpracę z tą instytucją, która m.in. konfiskowała zwierzęta znajdującej się w nielegalnych cyrkach. Można powiedzieć, że wtedy stworzyliśmy pewne schronienie dla tych tygrysów. Sam od dziecka marzyłem, aby otworzyć schronisko dla zwierząt – konkretnie dla psów. Udało się to zrobić, w nieco bardziej wymagającej formule. (śmiech). To pozytywna cegiełka od nas.

– Ta sytuacja sprawiła, że zoo trafiło na czołówki portali…

– Tematem żyły media ogólnopolskie. Pojawiały się wywiady, reportaże, wpisy w mediach społecznościowych, a nawet wsparcie polityków z obu stron sceny. (śmiech) Było bardzo głośno. Dziś już jest zdecydowanie spokojniej, dzięki czemu możemy swobodniej funkcjonować.

– Ile obecnie kosztuje wejście do zoo?

– Wstęp do naszego ogrodu zoologicznego jest wolny. To założenie od początku funkcjonowania i na ten moment nie myślimy o jego zmianie. Cały czas mówimy o zoo, ale prawda jest taka, że powoli przebranżawiamy się w sanktuarium dla zwierząt. Szczególnie że orbitujemy wokół niesienia pomocy. Mamy obecnie tygrysy, lwy, zebry, żubry, małpy, papugi itp. Łącznie około 50 gatunków i 150 zwierząt.

Fot. Przesłane materiały

– W Człuchowie oprócz zoo znajduje się również park rozrywki…

Park rozrywki powstał u nas jako ostatni element biznesowy. Przyznam, że to już mój autorski projekt. Gdy kończyłem studia, od razu podjąłem decyzję o stworzeniu toru kartingowego, a następnie wspomnianego parku. Przebywając we Władysławowie, zobaczyłem koniki mechaniczne i to był dla mnie impuls. Odnalazłem inspiracje i tak krok po kroku zacząłem budować obiekt. Z czasem ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę.

– Park rozrywki to Wonderland. Co to za miejsce?

– Tor kartingowy, który jest częścią parku, powstał 10 lat temu, a sam park kilka lat później. W tamtym okresie popularne były obiekty tematyczne. Ja wpadłem na pomysł stworzenia parku cudów, a dokładnie chodziło mi o krainę olbrzymów. Najpierw zainstalowaliśmy na terenie obiektu wielkiego King-Konga i chcieliśmy iść dalej. Niestety z czasem ta idea nieco się rozmyła. I tak z wielkoludów został dziś… sam Kin-Kong. (śmiech) Mimo wszystko Wonderaland, który w tłumaczeniu jest krainą cudów, to obecnie wciąż wyjątkowe miejsce. To idealna przestrzeń na niezwykłą zabawę.

– Jakie atrakcje turysta znajdzie w parku?

– Łącznie mamy około 20 atrakcji. Wymienię tylko kilka z nich. To m.in. mały rollercoaster, młot obrotowy, bumper cars, canpi splash, czy wonder jump. W tym roku rozbudowujemy park o autodrom, a w przyszłym sezonie o kolejny rollercoaster.

– Od jakich producentów kupują Państwo atrakcje?

– Jest ich kilku. Dla przykładu wspomnę m.in. o renomowanej austriackiej firmie Sunkid. Kupiliśmy od niej naszą huśtawkę czteroosobową oraz tyrolkę dla dziecka. Cenimy również atrakcje włoskiej firmy S.B.F. W tym przypadku nabyliśmy wieżę spadku, młot obrotowy i jeden z coasterów.

– Park rozrywki kieruje swoją ofertę głównie do dzieci?

– Tor kartingowy jest przystosowany do użytkowania przez dzieci, młodzież i dorosłych. Można z niego skorzystać np. w ramach wieczoru kawalerskiego. W samym parku, osoby dorosłe nastawione na mocną adrenalinę, raczej nie zaspokoją swoich oczekiwań. Mimo wszystko to miejsce dla otwartych ludzi. Chętnie przyjeżdżają do nas wycieczki szkolne i grupy zorganizowane. U nas każda atrakcja jest osobno płatna, jednak od przyszłego roku zapewne postawimy na zmiany w tym obszarze. Zastanawiamy się nad wprowadzeniem całodniowej wejściówki, gdyż może to przełożyć się na atrakcyjność obiektu.

Fot. Przesłane materiały

Prowadzenie tego typu biznesu to dochodowe rozwiązanie?

– Oczywiście, że tak. Sama idea funkcjonowania parku to raczej atrakcyjny finansowo koncept. Dzięki niemu jesteśmy w stanie przygotowywać nowe atrakcje. Oczywiście w inwestowaniu nie można przeszarżować i liczy się rozsądek oraz kalkulacja. Naszym kluczem do sukcesu jest budowanie infrastruktury krok po kroku.

– Marketing i reklama to ważne elementy działalności? Co z mediami społecznościowymi, które nie wydają się u Państwa szczególnie tętnić życiem?

– Dbamy o marketing własnym sumptem. Mamy świadomość, że przy pędzącym świecie należałoby wyraźniej zaistnieć w social mediach. Dysponujemy dość wąską strukturą firmy i na ten moment nie ma kto zająć się tym obszarem. Ruszenie ze strategią reklamową m.in. na Facebooku odkładamy z roku na rok, ale liczymy, że w końcu uda nam się postawić pierwszy krok. To ważne.

Ilu turystów odwiedza Państwa w gorącym sezonie?

– Skomasowany atak turystów odnotowujemy w majówkę, a później przez cały miesiąc funkcjonujemy w weekendy. W czerwcu jest podobnie, a w lipcu i sierpniu odwiedzających jest najwięcej. W związku z tym, że każda atrakcja jest odrębnie płatna, trudno powiedzieć, ilu mamy klientów.

Przy budowie obiektu oraz zakupie atrakcji korzystali Państwo z funduszy zewnętrznych?

Kiedy trafiały się dotacje, to starliśmy się z nich korzystać. Teraz np. budujemy biuro, które jest finansowe przez środki europejskie. Korzystaliśmy także z tarcz finansowych PFR oraz dotacji stanowiskowych dla pracowników itp. Jednak głównie działami naszymi własnymi środkami.

Jakie mają Państwo plany na przyszłość?

– Ogromne. (śmiech) W szybkości realizacji pewnych założeń powstrzymuje nas wielotorowość działań. Czasami mam gorącą głowę i chciałbym inwestować we wszystko naraz. Oczywiście tak nie można. Rzeczywistość biznesowa jest zmienna, szczególnie że wpływ na gospodarkę i wartość pieniądza ma wiele czynników. Obok parku mamy do zagospodarowania jeszcze około 80 ha ziemi. Jedyne więc, co nas ogranicza to budżet. Większość pomysłów to inwestycje opiewające na kwoty rzędu 3-4 milionów złotych. To duże sumy, dlatego nie możemy sobie pozwolić na nieprzemyślane decyzje.

– Jednak pewne krótkoterminowe cele na pewno istnieją?

– Ciągła dywersyfikacja. Chcielibyśmy np. wybudować hale z całorocznym torem kartingowym. W tym samym miejscu planujemy stworzyć również plac dla dzieci i park trampolin. Myślimy także o budowie kompleksu pod realizację wesel – tzw. pałacu ślubów. Dysponujemy ponadto atrakcyjną działką obok jeziora i pragniemy stworzyć tam ośrodek biwakowy. Najważniejszego pomysłu nie zdradzamy. Konkurencja nie śpi, a to prawdziwa perła, którą zostawiamy na razie dla siebie. Mam nadzieję, że plan wypali i do tematu wrócimy za kilka lat. Tego proszę nam życzyć.

Rozmawiał Kamil Lech

Fot. Przesłane materiały

Dyskusja

Dodaj komentarz

Czytaj także

Newsletter